niedziela, 22 czerwca 2014

1.4 "Suzie"

- Jesteśmy – wyrwał mnie z zamyślenia mój towarzysz.
Przez resztę drogi, czyli jakieś dwadzieścia minut, jechaliśmy w milczeniu. Justin bez słowa kierował swoim super autem i tylko mogłam obserwować, jak opuszczamy miasto i kierujemy się w stronę Los Angeles jakąś autostradą.
Gdy już zaczęłam zastanawiać się, kiedy chłopak wreszcie ma zamiar się zatrzymać na „coś do jedzenia o pierwszej w nocy” Bieber skręcił na parking przy jakimś barze i zgasił silnik. Widząc jak Justin wychodzi z samochodu poszłam w jego ślady, po czym ciekawsko rozejrzałam się dookoła. Okolica wskazywała, że musieliśmy wyjechać daleko za miasto, chociaż łatwo byłoby trafić do Nowego Jorku z powrotem; światła metropolii widziałam nawet stąd.
Justin zabrał mnie najpewniej do jakiegoś baru przy autostradzie, przynajmniej tak wyglądała knajpka, przed którą się zatrzymaliśmy. Mały, obskurny budynek nie zachęcał prezencją i z pewnością gdybym była sama ominęłabym to miejsce szerokim łukiem.
- Wejdziemy, czy masz zamiar całą noc patrzeć i podziwiać okolicę? – Justin uśmiechnął się kpiąco. Szturchnęłam go żartobliwie w ramię, po czym nie oglądając się za siebie ruszyłam w kierunku „restauracji”. Po chwili mnie dogonił i szarmancko otworzył mi drzwi przepuszczając mnie pierwszą. Efekt dżentelmena popsuł jednak, puszczając do mnie oczko- wyglądał przy tym uroczo, jednak nie za bardzo gest pasował do image’u panów z XVII-wiecznej Anglii.
- No, Bieber, już wiem na co twoje fanki lecą – zażartowałam, gdy znaleźliśmy się w środku – masz niebywale dobry gust do wybierania lokali na spotkania.
- Poczekaj aż spróbujesz jedzenia – powiedział tylko i pociągnął mnie za rękę w stronę stolika przy oknie.
Usiedliśmy po dwóch przeciwnych stronach blatu i nim którekolwiek z nas zdążyło coś powiedzieć, przy naszym stoliku pojawiła się około trzydziestoletnia kobieta.
- Cześć, Jay – powiedziała. Chłopak zaśmiał się cicho, wstał i lekko ją uściskał. Kobieta odpowiedziała mu tym samym uśmiechając się uroczo i pokazując dołeczek w brodzie.
- Jak to się dzieje, że zawsze gdy tu jestem, ty również, Suz? – zapytał.
Patrzyłam na nich zdezorientowana.
- Telepatia – odpowiedziała filozoficznie kobieta nazwana przez Justina „Suz”. – to może przedstawisz mnie swojej znajomej? – zapytała wesoło. Justin uśmiechnął się jeszcze szerzej, o ile to możliwe.
- Suzanne, to jest Vera, poznaliśmy się dzisiaj na koncercie – kiwnął głową w moją stronę – Vera, poznaj Suzanne, moją siostrę.
Chyba byłam właśnie najbardziej zaskoczoną dziewczyną na ziemi.
- Siostrę? – zapytałam głupio.
- On żartuje – powiedziała tonem wyjaśnienia Suzanne – nie jesteśmy rodzeństwem, chociaż kocham tego idiotę jak brata. Wychowywaliśmy się razem.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Już wiem, dlaczego w barze nikt nie zwrócił zbytniej uwagi na Justina- pewnie byli to stali bywalcy, którym widok Biebera już spowszedniał, gdyż mogli go obserwować podczas odwiedzania przyjaciółki.
Po chwili rozmowy moje skrępowanie rozwiało się w zupełności; Suzie (jak ją nazywał Justin) okazała się dwudziestosiedmioletnią amerykanką, mieszkającą na obrzeżach Nowego Jorku, studiującą historię sztuki i zarabiającą dorywczo w barze. Była przeuroczą osobą i miała cudowną skłonność do mówienia wszystkiego co myśli- dowiedziałam się, że Justin jak był mały miał zwyczaj biegania po ogródku razem z domowym psem, Lolly’m (cóż za zbieżność nazw), w samej bieliźnie i śpiewania dziecięcych piosenek. Uśmiałam się też, gdy Suz niosąc nam zamówione jedzenie (dla Biebera podwójny hamburger, dla mnie pepsi i frytki) przytoczyła anegdotę o tym, jak mały Jus jadł z jednej miski ze swoim kotem, który tym razem miał na imię Cream. Uznałam, Jus miał niebywały talent do nadawania imion zwierzątkom. Niestety, szef Suzie zobaczył, jak z nami rozmawia i biedna dziewczyna musiała wracać do pracy i podawać piwo już i tak wstawionym starszym panom.
Zostaliśmy sami.
Justin powoli pozbywał się rumieńca, który nie chciał go opuścić od opowieści o psie i popatrzył na mnie zawstydzony.
Jezu, zarumieniony Justin.
- Przepraszam za nią – powiedział – właśnie sobie przypomniałem, dlaczego nie przyprowadzam tu dziewczyn.
- Na pewno przeze mnie? – znowu wtrąciła się Suzie, gdy „przypadkiem” przechodziła obok naszego stolika – a może dla tego, że nie ma kogo przyprowadzać?
- Daj spokój, Suzie – uśmiechnęłam się do niej – sam Justin Bieber nie miałby z kim zjeść posiłku o drugiej w nocy? Jeśli tak, nie ma już nadziei dla męskiego świata.
Dziewczyna dźwięcznie się zaśmiała, a Justin zgromił nas obie wzrokiem.
- Nie ma problemu, Jus – powiedziałam do niego – Suzie jest cudowna, naprawdę.
- Ta… - mruknął chłopak i ugryzł swojego ogromnego hamburgera. Na jego twarzy widać było, jak bardzo jedzenie mu smakuje – jedynie hamburgery robi cudowne. Pycha.
- Justin – odgryzłam kawałek frytki i odważyłam się zapytać. Chłopak spojrzał na mnie z zainteresowaniem, gdy znowu oblałam się rumieńcem – głupio mi pytać, ale… ile ty masz właściwie lat?
Gdy usłyszałam cudowny dźwięk śmiechu Justina, stwierdziłam, że warto było się nawet ośmieszyć, żeby tylko to posłuchać. Co jak co, ale śmiech miał naprawdę boski.
- Chyba nigdy nie sądziłem, że doczekam się tego, że jakaś dziewczyna zapyta mnie o tak łatwo dostępną informację, jak mój wiek. Większość nastolatek wysyła mi życzenia urodzinowe – odpowiedział – dwie dychy, starość nie radość. A ty?
- A słyszałeś, że kobiet się o wiek nie pyta? – wreszcie pozbyłam się chwilowego zawstydzenia, które zastąpiło rozbawienie – dziewiętnaście.
Justin spojrzał na mnie zamyślony, po czym zasypał mnie gradem pytań: chciał wiedzieć, czy się uczę (studiuję literaturę angielską), czy mam rodzeństwo (mój młodszy brat, Colin, miesza z mamą w Fairfax w Virginii), dlaczego mieszkam w NYC (zawsze o tym marzyłam, a po za tym- studia), jak długo znam Julie (od przedszkola), czy mam chłopaka (niedawno się z jednym rozstałam)… pytał dosłownie o wszystko, a ja nie pozostawałam mu dłużna. Jusowi najwidoczniej sprawiało przyjemność, gdy ktoś pytał go o rzeczy dotyczące jego przeszłości a nie chwalił się swoją wiedzą. Wbrew wszystkiemu naprawdę zależało mi, żeby lepiej poznać mojego rozmówcę, bo, bez wątpienia, był wart poznania.
Siedzieliśmy w barze do czwartej, raz po raz zaczepiani przez Suzie i ani na moment przy naszym stoliku nie zapadła cisza. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym i było naprawdę fajnie. Sama się zdziwiłam, że ja, osoba nieśmiała, tak cudownie potrafiłam się dogadać z nowo poznanym chłopakiem, ale wcale mi to nie przeszkadzało- wręcz przeciwnie. Chyba oboje mieliśmy podobne odczucia.
- Z bólem przyznaję, że muszę zmienić moje poglądy na twój temat – oznajmiłam poważnym tonem, gdy wyszliśmy z baru. Siedzący w środku panowie zaczęli już naprawdę zachowywać się… nieprzyjemnie i zdecydowaliśmy się na spacer.
- Będzie cię to dużo kosztowało, prawda? – podłapał i posłał mi współczujące spojrzenie.
- Tak myślę.
- Ludzie z Twittera cię zlinczują. Vera belieberką!
- O nie! Na to nie licz, belieberką w życiu nie zostanę.
- A co złego jest w belieberkach?
- Mają fioła na twoim punkcie, w większości nie potrafią rozmawiać na inny temat niż ty, każda z nich zabiłaby, żeby być teraz na moim miejscu… - wyliczałam na palcach.
- Dobra, rozumiem – zaśmiał się i kpiarsko podniósł ręce do góry w poddańczym geście.
Powolnym krokiem doszliśmy do ławeczki za barem, na której usiedliśmy. Zadrżałam- na dworze było naprawdę zimno. Justin chyba to zauważył.
- Zimno ci? – zapytał.
No cóż, miałam na sobie krótkie spodenki i koronkową bluzkę…
- Zimno – odpowiedziałam.
Zgadnijcie, co ten idiota zrobił?
Ściągnął swoją bluzę i zarzucił mi na ramiona. Nie wierzę… Całkiem przyjemnie pachnące perfumy.
O. Czym. Ty. Myślisz. Vera?
- Żartujesz, prawda? – zaśmiałam się.
- Absolutnie nie – odpowiedział. Cały czas trzymał ręce na moich ramionach. – coś nie tak?
- Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach. Wiesz, środek nocy, światło księżyca, chłopak dający bluzę dziewczynie…
Nie dokończyłam, bo przerwał mi w pół słowa.
- Nie martw się, nie pocałuję się. To mogłoby podpaść pod dział „niemoralne propozycje” a kto wie, co wtedy byś zrobiła? Nie mogę sobie pozwolić na siniak na policzku, w każdej chwili ktoś może zrobić mi zdjęcie.
Zaśmiałam się kręcąc głową, podczas gdy Justin usiadł obok mnie. Czy mi się zdaje, czy poczułam coś na kształt zawodu, gdy powiedział, że mnie nie pocałuje? Niee, wydaje mi się.
_________________________________________________________________________________
Zawsze myślałam, że jak zacznę pisać bloga, to przy jednej z moich notek będzie taki tekst: "jedna z moich ulubionych blogerek, Chanel napisała kiedyś "jeśli chcesz mnie hejtować to za to, co piszę, a nie za to, jaką osobą jestem, bo gówno o mnie wiesz" i chciałabym tą zasadę również tutaj zastosować" JEDNAKŻE nawet żadni hejterzy tu nie wchodzą, więc sobie odpuszczę XD
Naprawdę, n a p r a w d ę byłabym wdzięczna za każdy komentarz :( nawet ten z krytyką haha 
Arabelle

8 komentarzy:

  1. aaaaaaaaaaaaaaaa niesamowity zajebisty ten blog boże kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, wiesz co?? To jest jedno z najciekawszych opowiadań jakie kiedykolwiek czytałam! Jest świetne! Bardzo fajnie piszesz! A i słuchaj, broń Boże się nie zniechęcaj przez to, że masz tak mało komentarzy! To nie znaczy, że nikt nie czyta twojego opowiadaniu lub, że mu się nie podoba.Ludzie po prostu zapominają ich pisać i im się nie chce XDD A, i taka mała prośba skoro skończyłaś już nawet pisać epilog to może mogłabyś dodawać rozdziały częściej? Bo pisałaś, że chcesz publikować w środy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki za mile slowa i spoko, to opowiadanie na pewno dociagne do konca i wlasnie zastanawiam sie nad napisaniem kolejnego :) co do dodawania rozdzialow- moze madz racje, zwlaszcza, ze niedlugo wyjezdzam i wracam dopiero w sierpniu a na 90% nie bede miala internetu. co powiesz na srody i soboty? :)
      sciskam xx

      Usuń
  3. Czytam czytam i czytam;) i nie mogę przestac;) cudo;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojejciu.. Kocham <3 @Kwiatkowska04

    OdpowiedzUsuń